niedziela, 7 lipca 2013

Koreański ideał piękna

W Korei Południowej bardzo wielką uwagę przywiązuje się do wyglądu. Często od tego jak się wygląda zależy pozycja w społeczeństwie, popularność, kariera czy małżeństwo. Nie od dziś wiadomo, że piękni mają łatwiej w życiu, ale w Korei szczególnie.
Idealna koreańska kobieta musi spełniać kilka warunków ( w sumie punkty te odnoszą się także do mężczyzn):
  • mieć śnieżnobiałą skórę
  • podbródek w kształcie litery V,
  • malutki, prosty nosek,
  • duże oczy z "podwójną powieką",
  • mała twarz, najlepiej wielkości dłoni.
    Kim Tae Hee - aktorka najbliższa ideału koreańskiego piękna
O tym, że musi być szczupła to nawet nie wspomnę, chociaż koreańskie bycie szczupłą jest zupełnie inne od europejskiego pojęcia. Dziewczyna która w Europie postrzegana jest jako szczupła, w Korei byłaby gruba. Tak, GRUBA. 
Lee Hyori- według koreańskich męzczyzn postrzegana jest jako GRUBA.
Wracając do warunków "bycia idealną", wiadomo, że Azjaci, że względu na cechy swojej rasy rzadko spełniają wszystkie warunki, dlatego tak pokochali operacje plastyczne, bo dzięki nim mogą osiągnąć "ideał". Ale dlaczego operacje są takie popularne? Są przede wszystkim mniej inwazyjne niż zabiegi chirurgi plastycznej wykonywane np.w Europie (po zabiegu można często iść do domu), tańsze a przede wszystkim efekt jest porażający. 1 na 5 kobiet w Seulu poddała się jakiemuś zabiegowi poprawiającemu urodę. Poniższe zdjęcia pokazują jak operacja plastyczna lub drobny zabieg potrafi całkowicie zmienić wygląd:












Oczywiście nie ma nic złego w operacjach plastycznych, jeśli ktoś czuje taką potrzebę. Tylko, że w Korei przybiera to drastyczne rozmiary. Obecnie nawet rodzice namawiają swoje dzieci do operacji plastycznych, bo później będą naturalniej wyglądać. W Korei powstał nawet program reality-show, gdzie ludzie "piękni inaczej" opowiadają swoje trudne historie związane z wyglądem. Później uczestnicy poddawani są zabiegom i prezentują się publiczności.

Dążenia koreańskich kobiet do osiągnięcia ideału mają jednak skutki uboczne -(pomijam powikłania zdrowotne, paraliże itp. )po prostu większość z nich wygląda bardzo podobnie, jak na przykład kandydatki na Miss Korea 2013. Tak na marginesie, zwyciężczyni koreańskiego konkursu piękności z 2012 też miała operacje plastyczną i korony nie straciła.
Kandydatki na Miss Korea 2013
Jednolitość koreańskich kobiet po operacjach jest dla mnie szczególnie widoczna wśród koreańskich girlsbandów. Nie twierdzę, że wszystkie miały operacje, ale wybierane są według tego samego klucza urody, co powoduje, że dla mnie wszystkie wyglądają tak samo i ciężko mi je rozróżnić. 

T-ara
Około 76 % koreańskich kobiet w wieku 20-30 lat przeszło zabieg poprawiający urodę, zazwyczaj utworzenie podwójnej powieki.
25% koreańskich matek zaproponowało swoim córkom w wieku 12-16 lat przeprowadzenie operacji plastycznej.
Około 27% osób poszukujących pracy Koreańczyków, stwierdziło, że nie zdobyło posady ze względu na swój wygląd.


Pozdrawiam!
AS

P.S Post po dłuższej przerwie, ze względu na moją rozpoczętą naukę chińskiego :)

czwartek, 6 czerwca 2013

Kuchnia japońska w praktyce

Powoli zaczynam tęsknić za japońskim jedzeniem...a więc dla przypomnienia wrzucam kilka fotek tego co miałam okazję spróbować:

1. Pierwszy posiłek był raczej skromny i szybki, byleby wziąć apap i pozbyć się bólu głowy po jetlagu. Woda mineralna i ciastko czekoladowe ze Starbucksa. Swoją drogą ciastko było paskudne, miękkie i bardziej do żucia niż gryzienia.
2. Japoński krokiet z nadzieniem monjayaki. Pycha!Mój pierwszy zakup!
3. Taiyaki. Rybki z ciasta waflowego z różnymi nadzieniami. Ja wybrałam nadzienie z sakurą.
 4. Ramen! Tu akurat w wersji sojowej.
 5. Posiłek przygotowany przez Japonkę u której nocowałam. Zupa miso, grillowany śledź, ryż i szpinak.
 6. Omurice. P oraz pierwszy jadłam omurice w Korei, jest pyszne i proste w przygotowaniu.Tutaj omurice z krewetką i krokietami z krabów.
 7. Próbował tez wielu ciastek, niestety miałam tego pecha, że wszystkie trafiały mi się ze słodką czerwoną fasolą!
 8. NAJLEPSZE DANIE Z CAŁEGO WYJAZDU- OKONOMIYAKI!!! ale tylko te w Hiroszimie!
 9. Ciastko Momiji, lokalne ciastko w Miyajimie. To akurat z nadzieniem budyniowym.
 10. Buddyjskie posiłki. Bardzo obfite, jak dla mnie zdecydowanie za duże dla 1 osoby. Co ciekawe buddyjskie posiłki nie zawierają mięsa czy ryb. Muszą składać się z 5 smaków i 5 metod przyrządzania jedzenia.

 11. Gyoza. Chyba nie ma nikogo komu nie smakuje gyoza! Pyszne pierożki z mięsnym nadzieniem, czosnkiem plus smażony kurczak i zupa z wodorostami.
 12. Yakisoba. Pycha!
 13. Danie będące odmianą okonomiyaków.
 14. Kawałki warzyw w chrupkiej panierce czyli tempura. Uwielbiam!

 15. Makaron udon z sosem curry i krokietem z ziemniaków. Tanie, pyszne i łatwe do przygotowania.
 16. Onigiri z tuńczykiem.
 17. Krakersy o smaku curry.
 18. Przyprawa której wg mnie trzeba wystrzegać się w  Japonii- sproszkowany tuńczyk. Bardzo charakterystyczny smak i zapach, który dla  mnie czasem potrafił zabić smak całej potrawy. Przyprawa uwielbiana przez Japończyków.
Jak to często bywa nie wszystkim potrawom udało mi się zrobić zdjęcie, gdyż zbyt szybko zostały skonsumowane :) Miałam okazję spróbować także: kareraisu, katsudon, dango, sushi,yakitori, tamagoyaki i mnóstwo japońskich przekąsek. Aż głodna się zrobiłam na myśl o tych wszystkich pysznościach...


Pozdrawiam!
AS

poniedziałek, 20 maja 2013

Kocia kawiarnia

Podczas pobytu w Osace, przeglądając przewodnik natrafiłam na kawiarnie Cat Cafe Ragdoll. Nie była to zwykła kawiarnia, w której podaje się kawę czy herbatę, ale do której przychodzi się pobawić z kotami.  Mimo, iż nie jestem fanką kotów, to nie mogłam nie odwiedzić kociej kawiarni!
Właścicielka jest prawdziwą miłośniczką kotów, których w sumie posiada dwadzieścia cztery.  Wstęp do kawiarni Cat Cafe Ragdoll kosztuje 1000 yenów, w ramach czego otrzymujemy napój do wyboru oraz możliwość zabawy z kotami przez godzinę. Nie ma tu żadnego jedzenie dla klientów, jedynie dla kotów.
Kawiarnia  to tak naprawdę pokój, przystosowany do zabawy z kotami. Na ścianie znajdowały się zdjęcia z imionami i opisami każdego z kotów. Przed wejściem otrzymałam śmieszne kapcie w kształcie kocich łap. Właściwie wszędzie były gadżety związane z kotami, nawet w toalecie!

 Po umyciu rąk i zapoznaniu się z regulaminem, otrzymuje się pudełko z kocim przysmakiem ( gotowana pierś z kurczaka). Otwarcie pojemniczka powoduje zmasowany koci atak. Koty się przymilają, dają się głaskać, a niektóre próbują siłą wyrwać smakołyk. Jednak jak tylko skończyły mi się smakołyki koty kompletnie mnie olały. Nie chciały nawet dać się pogłaskać! Ta dwulicowa natura kotów!
  Dla zainteresowanych: kawiarnia znajduje się w Osace, dzielnica Namba, około 3 minut pieszo
od stacji Nankai Line Namba Station.
 Pozdrawiam!

czwartek, 16 maja 2013

A co widziałam?

Już prawie miesiąc minął od powrotu do Polski a napisałam tylko jednego posta o mojej japońskiej podróży. Chyba w końcu czas na małe podsumowanie realizacji planu mojego wyjazdu do Japonii. Kilka postów temu przedstawiłam wam listę miejsc które chciałam zobaczyć, nie wszystkie udało mi się zobaczyć. Ale co tam, to nie pierwszy i ostatni mój wyjazd do Japonii przecież!


Wakayama- Koyasan-  to miejsce, które mnie nie zawiodło. Niezwykła atmosfera, spokój i przemili buddyjscy mnisi. To miejsce które, koniecznie trzeba zobaczyć będąc w Japonii. Zupełnie inny świat od tego w Tokio.

Kamakura-Sasuke Inari Shrine- dojście do tej świątyni zajęło mi prawie półtora godziny, a powrót chyba ze dwie bo się zgubiłam. Moje oczekiwania były jednak na wyrost. Sasuke Inari Shrine to mała świątynia, w której pełno jest lisów, zieleni  jednakże sama w sobie nie zachwyca.


Tokio-Daiso Harajuku - 100 Yen Shop – 100 jenowe sklepy wymiatają! Można tam ciekawie spędzić czas, w poszukiwaniu różnych japońskich pierdół i wydać grosze. Nanjlepiej na zakupy wybrać się ostatniego dnia podróży  po Japonii bo inaczej wydacie całą kasę zanim zdążycie cokolwiek zobaczyć!

Yanaka- spokojne miejsce, z ogromnym cmentarzem i uroczą  uliczką pełną kotów i sklepów. Z wyprawy do Yanaki szczególnie zapamiętam starszego Japończyka, który  zagadnięty przez nas o drogę, oprowadzał nas cały dzień. Opowiadał o historii Yanaki a nawet postawił nam obiad! 

Tokio- Kappabashi Street- niestety nie udało mi się dotrzeć na Kappabashi Street :(. Dlatego na pocieszenie kupiłam sobie taki bryloczek.


Tokio-Tsukiji  Market- szczerze powiem, że to nie jest miejsce dla turystów. Tsukiji Market to przedewszystkim miejsce gdzie robi się interesy. Turyści tylko tu przeszkadzają i nie dziwie się że wstęp na targ jest ograniczony. Jednocześnie Tsukiji Market to miejsce, które trzeba zobaczyć. Te ryby, te owoce morza… Tsukiji Market jest też zupełnie inny od koreańskiego Jagalchi Market, który jest chyba bardziej otwarty dla ludzi, mniej zatłoczony i spokojniejszy.


Tokio- Ikebukuro- butler cafes- niestety nie dotarłam na Ikebukuro! Następnym razem nie odpuszczę!
Kyoto- Maruyama Park- martwiłam się o to czy będą wolne miejsca. Oj były, bo nie było praktycznie hanami -_-
Z niezaplanowanych miejsc  odwiedziłam kocią kawiarnię, Miyajimę, Nambę, izakaya, karaoke. Nie zawsze warto trzymać się sztywno planu podróży, bo może spotkać nas jeszcze coś lepszego niż planowaliśmy :)

A w następnym poście relacja z kociej kawiarni!
Pozdrawiam!

sobota, 20 kwietnia 2013

KitKat o smaku wasabi i nie tylko!

Wybór produktów w Japonii jest przeogromny! Szczególnie jeśli dotyczy to branży spożywczej. Po mojej wyprawie odniosłam wrażenie, że koncerny spożywcze dbają w inny sposób o klienta japońskiego, oferując mu szerszy wybór produktów. Przykładowo Pepsi. Jeśli dobrze pamiętam w Polsce wyszło tylko kilka edycji Pepsi, mianowicie zwykła  Pepsi - wersja podstawowa, Pepsi Light  - wersja dietetyczna, Pepsi Max - wersja bezcukrowa, Pepsi Twist-wersja o smaku cytrynowym  oraz Pepsi Light Lemon.
W Japoni za to pojawiła się Pepsi w wersji (za wikipedią):
  • Pepsi Azuki: limitowana edycja pepsi o smaku fasolek azuki w 2009 roku,
  • Pepsi Baobab: limitowana edycja o smaku owoców baobabu z 2010roku,
  • Pepsi Black: pepsi w smaku podobna do Pepsi Dry, jednak z mniejszą 50% zawartością cukru niż regularna pepsi oraz o bardziej czarnym kolorze pojawiła się na rynkach w lecie 2012 roku,
  • Pepsi Blue Hawaii: limitowana edycja z 2008 roku o smaku ananasa i lemonki, w niebieskim kolorze,
  • Pepsi Caribbean Gold: pepsi o złotym kolorze i smaku kazimierki jadalnej w limitowanej edycji została wydana w 2011roku,
  • Pepsi Carnival: pepsi o smaku owoców tropikalnych zadebiutowała w lato 2006 roku I była dostępna przez jakiś czas,
  • Pepsi Dry: limitowana edycja nie słodkiej pepsi (zawierała jednak odrobinę cukru) z 2011 roku,
  • Pepsi Ice Cucumber: mój faworyt, pepsi o smaku ogórka pojawiła się w lato 2007 roku,
  • Pepsi Mont Blanc: pepsi o smaku francuskiego deseru z orzechów z 2010 roku,
  •  Pepsi Pink: pepsi o smaku mlecznego koktajlu truskawkowego w różowym kolorze Japończycy mogli pić w 2011roku,
  • Pepsi Red: pepsi z 2006 roku o smaku imbiru o ostrym posmaku,
  •  Pepsi Shiso: limitowana edycja pepsi o posmaku pachnotki zwyczajnej (to liść często używany w kuchni koreańskiej do zawijania kawałków mięsa),
  • Pepsi Strong Shot: pepsi o wysokiej zawartości kofeiny,
  • Pepsi Tropical
  • Pepsi White: w 2008 roku można było spróbować pepsi o smaku jogurtu,
  • Salty Watermelon Pepsi: pepsi o smaku arbuza pojawiła się w 2012 jako edycja limitowana,
  • Pepsi Extra I Pepsi Nex Zero: weszły na rynek bodajże w tym roku. Reklamy z Pepsi Nex Zero widziałam w metrze.
Podczas mojej podróży zetknęłam się z wieloma smakami KitKatów. Najczęściej można było je kupić w sklepach z omiyage, czyli prezentami z podróży. 

KiKat o smaku cytrusów
KitKat o smaku piperzu cayenne
KitKat o smaku wasabi
KitKat o smaku rumowym
kitKat o smaku słodkiej czerwonej fasoli
KitKat o smaku truskawkowym
KitKat o smaku zielonej herbaty
 W normalnych sklepach spotkałam tylko wersje standardową, truskawkową i z zieloną herbatą. Co ciekawe w Polsce spotkałam wersje z peanut butter, czego nie było (albo nie zauważyłam) w Japonii.

A Wy które najchętniej spróbowalibyście? 

czwartek, 18 kwietnia 2013

Powrót do Polski...



Wróciłam do Polski. Po wyjeździe do Japonii wszystko tu wydaje się takie ciche, puste i szare. Trochę jakbym wróciła z innej planety, na której życie toczy się szybciej, głośniej, intensywniej. 
 Co było najfajniejsze? The best 3 of Japan:
1.Japończycy. Zdecydowanie niezapomniani są ludzie. Japończycy są mili, pomocni i przede wszystkim różni od stereotypów które o nich krążą. Przynajmniej ci, których ja spotkałam na swojej drodze. Możliwość spędzenia czasu z różnymi osobami była ciekawsza niż zwiedzanie samej Japonii. Wiadomo, że świątynie czy inne zabytki będą jeszcze długo stały a ludzie mogą odejść każdego dnia.

2.Kuchnia japońska. Drugą najbardziej niezapomnianą rzeczą jest jedzenie! Tam się ciągle coś wcina. Niemal wszędzie są jakieś restauracje czy stoiska z jedzeniem. Japońskie potrawy, które serwowane są w Polsce mają zupełnie inny smak od tych serwowanych w Kraju Kwitnącej Wiśni! Już tęsknię za okonomiyaki…

3. Sklepy. Sklepy w których wszystko kosztuje 100 yenów…to był istny raj! Kupiłam tyle słodkich rzeczy, kompletnie niepotrzebnych pierdół.  Nie można się powstrzymać, żeby czegoś tam nie kupić... Co rusz można też spotkać markowe sklepy D&G, Armani czy Prada albo firmowe sklepiki z bohaterami anime Ghibli czy Hello Kitty. A dzielnice takie jak Shinjuku, Shibuya czy Harajuku to już istne zakupowe szaleństwo!

Niestety nie udało mi się zrealizować wszystkiego co sobie zaplanowałam. Największym rozczarowaniem była sakura. Trafiłam na samą końcówkę kwitnienia wiśni, która nie jest już taka spektakularna. Pozatym, na dzień przed moim przyjazdem wiał silny wiatr i padał deszcz, który rozprawił się pozostałościami sakury. Nie udało mi się też zaliczyć maid&butler cafe, Kappabashi oraz Maruyama Park :(
Na dzisiaj to wszystko! Przywlokłam ze sobą jakieś choróbsko i teraz z nim walczę :/
 Zapraszam wkrótce na pierwsze relacje z wyprawy do Japonii!!